Ojojoj

Ostatnio mi tu bardzo nie po drodze.
Pracuję, gotuję (nie wiem czemu ilekroć coś ugotuję, to znika i następnego dnia muszę zaczynać od początku!), uczę się. Czasu brak na coś więcej niż przescrollowanie fb czy instagrama.
Bardzo mi źle ostatnio. W pracy bez zmian: chujnia i grzybnia. Doszła szkoła, która jest zajebista, ale uświadomiła mi jak mało wiem, ile muszę się nauczyć i nawet po nauce nie wyobrażam sobie samodzielnej pracy. Szukam intensywnie miejsca by się podszkolić, ale na razie chujnia.
(i weszłam w fazę jestem głupia, nic nie umiem, do niczego się nie nadaję a jest listopad i nigdy nie będzie już lepiej).
Natomiast dzisiaj (-2 stopnie) odebrałam dziecko z przedszkola, które było tam w samych legginsach (odczuwalna pewnie -5). Mało? To wylazło na dwór w oblanych herbatką legginsach. Pani nie zauważyła, bo dziecko mocno się przed nią kryło. Ponieważ w weekend idę do szkoły, to pewnie gówno pierdolnie w weekend właśnie i będę siedzieć na wykładach jak na szpilkach, ciałem w jednym miejscu, głową w drugim.
Dlatego proszę o ojojanie.

(No, a teraz doszło do tego wszystkiego „Mama chce mi się wymiotować”. Pewnie, niech dopierdoli z buta. Prosto w brzuch.)

Reklamy

#16

Club Dumas – Arturo Perez-Reverte
Są książki, do których lubię wracać. Dla klimatu, pięknego języka, misterii z jaką zostały stworzone, opowiedzianej historii. Club Dumas jest jedną z takich książek.
W audiobooku – bdb (można robić na drutach i słuchać!)

Chyba znów się pogubiłam z przeczytanymi książkami.
Znaczy się – między ostatnim wpisem a tym NA PEWNO coś było, ale niestety, pamięć starszej pani jest już krótka, więc nie wiem co było.

Acha. I możecie przestać trzymać kciuki.
Nowej Fabryki na mnie nie stać.
(Jak bardzo jestem głupia, że odetchnęłam z ulgą? Nienawidzę zmian. A tu zmieniłoby się wszystko! WSZYSTKO!)

#13-#15

Jak pokochać centra handlowe – Natalia Fiedorczuk-Cieślak
Wydany blog – tak bym to określiła. Forma to krótkie opowiadania, przemyślenia na temat macierzyństwa.
Samotnego macierzyństwa bo, bądźmy szczerzy, po urodzeniu kobieta zostaje z dzieckiem sama. Część facetów z radością idzie do pracy i wraca po północy, część nawet jak wraca wcześniej – jest obok kobiety, a nie „z”.
I nie ma tu znaczenia, czy kobieta zostaje mamą na pełen etat, czy po 4,6,10 miesiącach wraca do pracy. Ona jest z dzieckiem sama. I musi się do tego przyzwyczaić.
Tematyka dla mnie dość oczywista no ale nie dla wszystkich, więc polecam. Warto.

Anne Cleeves – Ukryta głębia, Droga przez kłamstwa
Czytałam już raz teraz jadę raz kolejny. Kocham Verę no. Kocham. Za to, że nie jest piękna. Za to, że zdaje sobie z tego sprawę (i czasem żałuje, a czasem nie – NORMALNIE JAK KAŻDY Z NAS). Za to, że jest prawdziwym detektywem: jak chwyci to nie puści, chyba że dotrze do prawdy.

#10 #11 #12

(Może tak być, że o kolejnej zapomniałam. Tak to jest, jak odkładam wpis tu „na później”. Ten konkretny, odkładałam od połowy czerwca)

7 dni – Eve Ainsworth
Książka młodzieżowa i kupiłam ją dla Z. Przeczytałam w półtorej godziny płacząc przynajmniej dwa razy.
Historia szkolnych koleżanek – Jess i Kez – jedna jest prześladowana, druga prześladuje. Zaledwie 7 dni z ich życia, w czasie których wiele może się zmienić.
Książka o tym jak sobie poradzić jeśli jest się prześladowanym, jak wyjść z kręgu w którym jest się ofiarą i że nie ma ludzi z idealnym życiem.
Powieść pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka, z niezbędnymi telefonami: dla ofiar przemocy i prześladowania, oraz dla tych, którzy są świadkami przemocy (również rodziców i nauczycieli).

Niewinny – Harlan Coben (audiobook)
No nie jest to literatura wysokich lotów. Ale lepi się przy tym znakomicie pierogi. Jak i szydełkuje.
Matt jest studentem, gdy „przypadkowo” zabija człowieka. Przypadek, który wałkuje przez następne lata: (w więzieniu i po więzieniu) „co by było, gdyby”. Nie wierzy w swoje szczęście i dlatego, gdy spotyka miłość swojego życia i po paru latach dowiaduje się, że zostanie ojcem, w sumie nawet się nie dziwi, że gówno walnęło w wentylator.
Trochę naciągane, trochę „ojp serio?!”, ale gdy nie ma się wielkich oczekiwań, nie ma wielkiego rozczarowania.

Masz to jak w banku – Ryszard Ćwirlej
Rok 1989, dekatyzowane jeansy, obrady okrągłego stołu i tajemnicza śmierć obcokrajowców pod Poznaniem.
W akcji Teoś Olkiewicz i Mirek Brodziak (Fred przygotowuje się do przejęcia schedy po pułkowniku Żyto) oraz morze wódki.
Z ciekawostek: szwalnia jeansów na Podolanach (tam się wychowałam) i moja rozkmina: jak oni mogli funkcjonować pijąc około dwóch litrów wódki dziennie!

#8 #9

Stulecie detektywów – Jürgen Thorwald
Coś co dla nas, wychowanych na CSI Las Vegas, jest normalne, rodziło się w bólach. Wszystkie odciski palców, badanie śladów na miejscu zbrodni. Walka o rzetelnych biegłych, o rzetelnych medyków sądowych.
Szok i zaskoczenie gdy spojrzymy na to jaką oczywistością wiele rzeczy jest dla nas, a jakim problemem było zaledwie 100 lat temu.

 

Epoka milczenia – Kamil Janicki
Co drugą stronę miałam ochotę robić zdjęcia i umieszczać… No, tego nie wiem gdzie, ale cholera, nawet na swoim domu.
Podtytuł to „Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”.
Kończy się epilogiem, w którym przytoczono współczesne wypowiedzi JK Mikke „Kobiety zawsze się trochę gwałci” i A.Leppera „Jak można prostytutkę zgwałcić?! hłe hłe hłe”.
Smutny epilog, który pokazuje, że niewiele się zmieniło nie tylko w polskim prawie, ale przede wszystkim w polskiej mentalności:
-zarzucenie ofierze gwałtu, że chce się „zemścić” na oprawcy
-dochodzenie, które ma na celu ustalenie ponad wszelką wątpliwość, czy gwałt nie sprawił kobiecie przyjemności (bo wtedy to nie gwałt), i czy sama się o niego nie prosiła
To przykłady z samego początku książki – jak łatwo można je przyłożyć do obecnych czasów.
Smutna książka.
Choć potrzebna.
Chociażby dlatego, by przekonać się ile jeszcze musimy zmienić w sobie.

Dzień dobry, mam małego fiutka

Tak powinien się przedstawiać pan (nazwijmy go) S.K.
Ów pan jest właścicielem mercedesa za pińcet tysięcy, którego O ZGROZO!! stuknęła Młodsza drzwiami mojego samochodu – otwierając je.
S.K zaproponował „policja czy oświadczenie?”, ja zaproponowałam wosk i wypolerowanie. Więc pan zadzwonił na policję informując, że nie przyznaję się (!!) do stłuczki (!!).
Policja poinformowała, że ze względu na dużą ilość wypadków w poznaniu, będą za mniej więcej dwie godziny.
Młodsza wyła. Histeryzowała (ludzie, dla niej policja zajmuje się złodziejami, degenaratami, a nie mamą!). Zadzwoniłam więc na 997 informując, że nie stłuczka, że „sprawca” ma 5 lat i atak paniki, a pani dyżurna zlitowała się nade mną i wysłała do nas patrol prewencji (policja z założenia nie zajmuje się takimi bzdurami. nawet jeśli ktoś ma mercedesa za pińcet tysięcy i oooogromne ego).
Po przyjeździe policji S.K oznajmił, że nie przyznałam się do winy (zarechotałam i zapytałam się, czy wyparłam się, że to mój samochód i moje dziecko) i wprowadziłam go w błąd mówiąc, że może dochodzić roszczeń na drodze cywilno-prawnej „bo to drogi samochód i każda rysa obniża jego wartość”.
Policja asystowała mi przy spisaniu oświadczenia, że tak, to ja (wzięłam winę na siebie, nie będę robić z 5 latki kryminalistki!) jestem winna. Przyznaję się. I tak, może pan S.K wziąć sobie kasę z mojej polisy na całe opakowanie pasty polerskiej, którą będzie wcierał w samochód i w penisa szczytując (jeśli to nie jest droga cywilno-prawna to już nie wiem co, ale ON WIE LEPIEJ).
W ramach rachunku sumienia zamieszczam poniżej zdjęcie stłuczki.

Clipboard02

(tak, to linijka pokazująca centymetry. zdjęcie trochę niewyraźne, bo S.K nie pozwolił mi przyłożyć linijki do samochodu  „bo mogę go jeszcze mocniej uszkodzić”).
(zdjęcie nie pokazuje obrażeń ego pana S.K. Jak domyślam się, uczyniłam mu zło nie do odwrócenia).