Dla mnie poniedziałek (choć wtorek)

Zapada wieczór.
Jedno dziecko już umyte, bawi się w łóżku, drugie je kolację i ogląda: „Króla Juliana”.
Ty siedzisz przed laptopem, wcinasz pełną glutenu bułkę, włączasz „columbo”,  masz szydełko w ręku i bierzesz pierwszy łyk zupełnie przypadkowego drinka (gin, tonic, sok z limonki i dwie wyciśnięte mega kwaśne mandarynki) i czujesz, że wszystko puszcza.
Dzieci może i pokasłują, ale bez dramatu. Kasa na koncie nie styka, ale blisko końca miesiąca, więc przeczekać te dwa dni i będzie znów po królewsku. Może i prognozują opady śniegu, ale po drinku słyszysz tylko „last christmas”, czujesz zapach piernika i wypierasz chlapę, zimno i wieczną ciemność.
I wiesz, że czekają cię dzisiaj tylko dobre rzeczy (wysmarowanie się pod ciepłym prysznicem pachnącym żelem, sen w świeżo zmienionej pościeli i opcjonalna lektura Zydler-Zborowskiego).
I to jest ta chwila, sekunda, gdy nie ważne że na zewnątrz listopad w całej swej kurwa okazałości, jest bowiem dobrze.

Reklamy

2 myśli na temat “Dla mnie poniedziałek (choć wtorek)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s