Jeśli

wydaje ci się, że jest źle  – zawsze może być gorzej.
Zmiany, nigdy nie są na lepsze.
Jeśli myślisz, że nie można spierdolić bardziej: To patrz!

Reklamy

I’m back bitches

Po trzech latach wróciłam na łono korpo.
Nie jest tak źle jak się spodziewałam.
Jestem najstarsza jak się spodziewałam.
Bycie korpo-szczurem jest 100 razy łatwiejsze niż bycie matką.
Generalnie miałam już wywalone na ten cały wyścig szczurów po urodzeniu Starszej, po Młodszej się podwoiło. Owszem, wyrabiam normy zgodnie z planami. Owszem, bardziej stresuję się tym, że zadzwonią z przedszkola („Młodsza chora, przyjeżdżaj kobieto!” – co stało się w piątek. DWA DNI po powrocie do pracy. DWA DNI. Młodsza ma taki tajming, że OJP), niż tym jakie zmiany wprowadzą i jaki to będzie miało wpływ na mnie.
Ale to może kwestia pogodzenia się z tym, że jestem małym, szarym trybikiem w machinie.

Tak więc generalnie: jest dobrze. Pewnie, mogłoby być lepiej (gdzie to lato co go nie było? nie przyjdzie???- Zuzanka, która sie wygrzewa, proszona jest o nie mówienie gdzie jest ciepło!), ale jest dobrze.
(No, minus to zapalenie spojówek które chyba wyhodowałam. Pyłki, czy uczulenie na pracę? — żarcik)

Częściowo o korpo

Mówią, że jak się przeprowadzasz do nowego domu, to pierwszy sen się spełnia (czy coś w ten deseń). No więc mi się śniła korpo. I nie. Jeszcze się nie spełniło.

(No oczywiście, że nie powiem. Bo wtedy się nie spełni na pewno- wiadomo, że sny opowiadane nie spełniają się w ogóle!)

To tak a propos dzisiejszego snu, w którym byłam sekretarką Uber-Hiper-Szefa. I starałam się go ocalić przed towarzystwem Człowieka Z Chujem Na Twarzy (mniejsza z tym dlaczego nazywa się tak, a nie inaczej). Uber-Hiper-Szef żył natomiast sobie spokojnie incognito nad warzywniakiem, w którym hobbystycznie sprzedawał.

Konia z rzędem dla tego, co wytłumaczy mi znaczenie mojego snu (wersja: tęsknisz za korpo nie przejdzie).

A teraz, pozwólcie, oddalę się w stronę zachodzącego słońca (bądź w kierunku kuchni), gdyż moi kochani rodzice uszczęśliwili mnie 10kg moreli. I zamierzam robić kompot i nalewkę mamrocząc pod nosem słowa, które nie istnieją

UFO

Dzień z UFO zakończył się zdaniem z mejla „Proszę o eskalacje tej kwestii do Pani supervisora”. Łapki opadły. Bo niby czego Pan chce ode mnie? (dobrze, że nie ejakulacji).

Czy ludzie czytają swoje mejle zanim je do mnie wyślą? Czy piszą co im ślina na język przyniesie, a potem winszują sobie zdziwienie jeśli ich nie zrozumiem?