#8 #9

Stulecie detektywów – Jürgen Thorwald
Coś co dla nas, wychowanych na CSI Las Vegas, jest normalne, rodziło się w bólach. Wszystkie odciski palców, badanie śladów na miejscu zbrodni. Walka o rzetelnych biegłych, o rzetelnych medyków sądowych.
Szok i zaskoczenie gdy spojrzymy na to jaką oczywistością wiele rzeczy jest dla nas, a jakim problemem było zaledwie 100 lat temu.

 

Epoka milczenia – Kamil Janicki
Co drugą stronę miałam ochotę robić zdjęcia i umieszczać… No, tego nie wiem gdzie, ale cholera, nawet na swoim domu.
Podtytuł to „Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”.
Kończy się epilogiem, w którym przytoczono współczesne wypowiedzi JK Mikke „Kobiety zawsze się trochę gwałci” i A.Leppera „Jak można prostytutkę zgwałcić?! hłe hłe hłe”.
Smutny epilog, który pokazuje, że niewiele się zmieniło nie tylko w polskim prawie, ale przede wszystkim w polskiej mentalności:
-zarzucenie ofierze gwałtu, że chce się „zemścić” na oprawcy
-dochodzenie, które ma na celu ustalenie ponad wszelką wątpliwość, czy gwałt nie sprawił kobiecie przyjemności (bo wtedy to nie gwałt), i czy sama się o niego nie prosiła
To przykłady z samego początku książki – jak łatwo można je przyłożyć do obecnych czasów.
Smutna książka.
Choć potrzebna.
Chociażby dlatego, by przekonać się ile jeszcze musimy zmienić w sobie.

Reklamy

#7

Dolina trwogi – Artur Conan Doyle
Cienka książeczka, którą chwyciłam do ręki. Pomyślałam „O, tego chyba nie czytałam”. No niestety czytałam. To po prostu „Studium w szkarłacie” tyle, że z błędnym tytułem.
Dolina trwogi w oryginale jest bowiem o czymś innym niż Studium w szkarłacie.
Tak czy inaczej czytało się szybko, choć czasem tłumacz miał niskie mniemanie o czytelnikach („toksykolog” i na spodzie strony tłumaczenie: badacz trucizn), a ja konfrontowałam wersję oryginalną z serialową.

#5 #6

Milczenie jest srebrem – Ryszard Ćwirlej
Kolejna część poznańskiej sagi kryminalnej. W gnieźnieńskiej katedrze ginie srebrna figura św. Wojciecha. Priorytetową sprawę przejmuje zespół majora Marcinkowskiego. Okazuje się, że w sprawę srebra zaangażowane jest jak zwykle SB.
Chorąży Olkiewicz dostaje awans, morze wódki się leje mu w gardło, a wszystkie kobiety widzą w nim Casanovę.

Niemieckie requiem – Philip Kerr
Powojenny Berlin – walka między okupowanymi strefami o żywność i godność, Ruscy zachowujący się jak zwierzęta i nowa sprawa dla wychudłego po obozie Berniego. Ma jechać do Wiednia i udowodnić niewinność swojego starego znajomego. Propozycja nie do odrzucenia złożona przez radzieckiego wojskowego nie podlega negocjacjom.

#3

Blady przestępca – Philip Kerr
W Berlinie zaczynają ginąć nastolatki. Znajdują się oczywiście jakiś czas później, ale dość nieżywe. Ponieważ jest lato (a później jesień) 1938r. o śmierć najłatwiej oskarżyć Żydów. Przeszło by gładko, ale w berlińskiej policji jest jeszcze parę osób, których kłuje w oczy fakt, że po zatrzymaniu podejrzanego Żyda, dziewczęta giną nadal. Detektyw Bernhard Günther dostaje propozycję nie do odrzucenia*, by szybko znaleźć winnego.
W tle zajęcie Czechosłowacji, Sudet i jak określił główny bohater „cisza w Berlinie. Cisza, bo wszyscy wstrzymali oddech w oczekiwaniu na wojnę”.

*Gdy propozycję składa oficer SS lub gestapo – nie odmawia się

#1 #2

#1 Pan Lodowego Ogrodu cz.1 – Jarosław Grzędowicz
Trochę jak Gra o tron, ale z mniejszą ilością golizny, z tym że mniej golizny oznacza więcej fabuły. Czytałam parę lat temu, teraz przypominam sobie z uwagi na kolekcję Mistrzowie Polskiej Fantastyki w której kolejne tomy są w twardej oprawie za śmieszne 15PLN

#2 Marcowe Fiołki – Philip Kerr
Mianem marcowych fiołków oznaczył Kerr tych, którzy zostali gorliwymi nazistami w marcu 1933r. Prywatny detektyw (kiedyś policjant, dziś działający na własną rękę) zostaje wynajęty do wyszukania morderców córki stalowego dziedzica Sixa jak również jej zaginionego diamentowego naszyjnika.
Nie jest to literatura faktu, dlatego z dużym przymrużeniem oka traktowałam niektóre wątki. Jak kryminał czyta się rewelacyjnie.

I butelka rumu

Myślę o niej bardzo intensywnie.
Nie zaczynam od niej dnia jedynie dlatego, że po pijaku jeździć nie będę, a jak wracam do domu (i mogłabym), to się poświęcam robieniu na drutach – been there, done that – po pijaku nie warto robić szydełkiem i na drutach (wychodzą takie rzeczy że hohoho!).
Te druty to jedyny pozytyw stycznia.
Zaczęło się od tego, że (jak co roku – to było moje postanowienie noworoczne od 4 lat) postanowiłam nauczyć się na drutach. Research w internetach podał, że czapki można robić naokoło jak się ma druty na żyłce. W fastrydze pani poleciła właśnie knit-pro (mercedes wśród drutów) i wsiąkłam. To znaczy – zaczęłam robić, a po drugiej stronie (drutu) zaczęło mi się pojawiać i było to dobre. Zaczęłam komin, w międzyczasie zaczęłam i skończyłam czapkę dla Z. Teraz robię czapkę dla D. Młodsza E. też żąda czapki, no a ja to co? Zrobię wszystkim, a sobie nie?
Tylko praca mi przeszkadza w dzierganiu. No jak nic musiałabym ją rzucić by się ze wszystkim wyrobić.
Nic to. Przedziergam styczeń, luty, a później, w marcu już będzie lepiej.
Będzie, nie?