Zabezpieczony: Uff

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Reklamy

I butelka rumu

Myślę o niej bardzo intensywnie.
Nie zaczynam od niej dnia jedynie dlatego, że po pijaku jeździć nie będę, a jak wracam do domu (i mogłabym), to się poświęcam robieniu na drutach – been there, done that – po pijaku nie warto robić szydełkiem i na drutach (wychodzą takie rzeczy że hohoho!).
Te druty to jedyny pozytyw stycznia.
Zaczęło się od tego, że (jak co roku – to było moje postanowienie noworoczne od 4 lat) postanowiłam nauczyć się na drutach. Research w internetach podał, że czapki można robić naokoło jak się ma druty na żyłce. W fastrydze pani poleciła właśnie knit-pro (mercedes wśród drutów) i wsiąkłam. To znaczy – zaczęłam robić, a po drugiej stronie (drutu) zaczęło mi się pojawiać i było to dobre. Zaczęłam komin, w międzyczasie zaczęłam i skończyłam czapkę dla Z. Teraz robię czapkę dla D. Młodsza E. też żąda czapki, no a ja to co? Zrobię wszystkim, a sobie nie?
Tylko praca mi przeszkadza w dzierganiu. No jak nic musiałabym ją rzucić by się ze wszystkim wyrobić.
Nic to. Przedziergam styczeń, luty, a później, w marcu już będzie lepiej.
Będzie, nie?

Dla mnie poniedziałek (choć wtorek)

Zapada wieczór.
Jedno dziecko już umyte, bawi się w łóżku, drugie je kolację i ogląda: „Króla Juliana”.
Ty siedzisz przed laptopem, wcinasz pełną glutenu bułkę, włączasz „columbo”,  masz szydełko w ręku i bierzesz pierwszy łyk zupełnie przypadkowego drinka (gin, tonic, sok z limonki i dwie wyciśnięte mega kwaśne mandarynki) i czujesz, że wszystko puszcza.
Dzieci może i pokasłują, ale bez dramatu. Kasa na koncie nie styka, ale blisko końca miesiąca, więc przeczekać te dwa dni i będzie znów po królewsku. Może i prognozują opady śniegu, ale po drinku słyszysz tylko „last christmas”, czujesz zapach piernika i wypierasz chlapę, zimno i wieczną ciemność.
I wiesz, że czekają cię dzisiaj tylko dobre rzeczy (wysmarowanie się pod ciepłym prysznicem pachnącym żelem, sen w świeżo zmienionej pościeli i opcjonalna lektura Zydler-Zborowskiego).
I to jest ta chwila, sekunda, gdy nie ważne że na zewnątrz listopad w całej swej kurwa okazałości, jest bowiem dobrze.

#8 #9

Sezon burz – Andrzej Sapkowski
Wszystko zaczyna się wtedy, gdy Geralt postanawia zjeść fikuśny obiad. By wejść do miasta, musi zostawić miecze*, gdy już mają mu podać pieczeń z dzika posypaną pudrem z poziomek ** zostaje aresztowany, a później już jest tylko gorzej.
Myślałam, że nie chwyci, ale słuchałam robiąc pierogi i wczoraj w pracy, ukradkiem dokończyłam ostatnie dwa rozdziały. No musiałam.

*miecze pozostawione w depozycie zostają skradzione – mówię, że potem jest tylko gorzej
** nie dokładnie taką potrawę, ale styl – wiecie o co chodzi ;)

 

Stulecie trucicieli – Linda Stratmann
To, że Agatha Christie tak upodobała sobie otrucia nie wynika ze stylu pisarskiego (no, w każdym razie nie w 100%). Coś, czym żyli ludzie już (o mamo!) 100-150 lat temu, to otrucia. Wówczas zdradzieckie i niemal niewykrywalne, gdyż nie było instytucji policji (zajmującej się podejrzaną śmiercią z urzędu), nie było sekcji zwłok (by spojrzeć, czy delikwent dostał apopleksji, czy został otruty), jak również nie było możliwości sprawdzenia, czy to trucizna spowodowała śmierć (otwarli zwłoki, zobaczyli przeżarte przez „coś” ściany żołądka, ale jak sprawdzić jaka to trucizna, w jakiej dawce- czy śmiertelnej?). Kolejnym problemem było złapanie truciciela na gorącym uczynku (a rzadko się zdarza, by tego typu morderca afiszował się truciem – choć takie przypadki też są pokazane). Jeszcze jednym dostępność trucizn: arszenik stosowano do tępienia szczurów i chwastów (problemem było ustanowienie na poziomie krajowym nakazu barwienia arszeniku!), Laudanum było powszechnie stosowanym syropkiem do uspokajania dzieci!
Książka fascynująca. Bogu dziękuję, że żyję w czasach, w których mało kto truje (prócz Szyszki i smogu).